lilie w oczku
,

Ogród – kiedyś i teraz.

Kiedy zaczynam pisać swój blog, mam już 54 lata. No cóż lepiej późno niż wcale. Dlatego w pierwszym wpisie będzie trochę o tym jakie są moje dotychczasowe doświadczenia i do czego mnie one doprowadziły, a także o tym co tutaj będzie można znaleźć w przyszłości.

Było to w roku 1986. Niestety nie mam zdjęć z tamtego okresu. Chociaż właściwie pewnie bym znalazł jakieś czarno białe, papierowe i mógłbym je skserować. Jednak mówiąc szczerze mam zasadę wracania do przeszłości tylko w celu rozpatrywania doświadczeń i wyciągania z nich wniosków. Postanowiłem więc, że takich zdjęć nie będę zamieszczał. Generalnie chodzi tu tylko o to by przedstawić ogólny zakres moich doświadczeń z czymś co kiedyś nazwał bym uprawą ziemi a dzisiaj raczej nazywam obcowaniem z Ziemią.

W 1986 roku miałem 20 lat. Wraz z moją pierwszą żoną (tak, tak miałem już żonę) weszliśmy w posiadanie działki nieopodal naszego miejsca zamieszkania. Na działkę mieliśmy 5km a nie mieliśmy samochodu. Na szczęście można tam było dojechać pociągiem. Uprawialiśmy tam ziemię metodą tradycyjną, czyli kopanie, nawożenie obornikiem, sianie, sadzenie, pielenie, zbiory. No jednym słowem tak jak to się wtedy robiło. Ziemia była dobra i plony całkiem obfite. W 1988 roku uruchomiłem swoją działalność gospodarczą. Siłą rzeczy czasu było coraz mniej. Tak czy inaczej byliśmy młodzi i silni więc dawaliśmy radę. Działka była w każdym razie w tym celu by mieć tanie i świeże warzywa.

Świat się zmienia. Wszystko ulega ciągłym przemianom. Wraz z upływem czasu, z różnych powodów, działka zmieniła się z ziemi uprawnej w ogródek rekreacyjny. Trawa, duże oczko wraz z rzeczką spływającą z dużego skalniaka i mostkiem do przejścia przez rzeczkę. W międzyczasie zdążyłem zmienić żonę, urodziła się trójka wspaniałych dzieci i wydarzyło wiele, wiele innych spraw ale nie o tym jest ten wpis. Tak nadszedł rok 2009.


W 2009 roku kupiliśmy dom na wsi. Wreszcie mamy ogródek obok domu. Nie planowałem w tamtych latach pisania blogu, więc nadal nie mam zdjęć z tamtych czasów. Ogród był zaniedbany. To właściwie była łąka. Udało mi się jednak nad tym zapanować. Zacząłem znowu uprawiać ziemię. Nadal metodą tradycyjną, czyli kopanie i tak dalej. Z czasem zaczęły do mnie docierać, głównie za sprawą FB, informacje o permakulturze i uprawie ziemi bez kopania. I tak powolutku ziarnko zaczęło we mnie kiełkować.

W zeszłym roku (tj. 2019), jesienią, postanowiłem że przestanę kopać ziemię i tępić wszystkie tzw. chwasty. Załatwiłem sobie dwie przyczepy podłoża po pieczarkach. Na cały teren, gdzie chcę mieć warzywa wysypałem 20cm warstwę tego podłoża. Reszta została do przekompostowania i będzie wyłożona 5cm warstwa jesienią 2020 roku. Tak co roku będę kładł 5cm warstwę tego przekompostowanego podłoża, wymieszanego dodatkowo z kompostem, który powstaje z koszonej trawy, słomy/trocin z kurnika, no i odchodów kurzych. Tutaj można przeczytać o tym więcej i zobaczyć zdjęcia jak to wyglądało. Na pozostałym terenie rośnie sobie to co większość nazywa zielskiem lub chwastami. Ja postanowiłem, że powoli zapoznam się z tymi ziołami i zacznę ich używać. Tak też się dzieje w tej chwili i o tym właśnie będzie część bloga dotycząca ogrodu. O uprawie bez kopania, o ziołach, o próbach życia w zgodzie z naturą w jak największej ciszy i spokoju. To nazywam obcowaniem z Ziemią. Mam nadzieję, że znajdziecie tutaj coś dla siebie i że dołożę jakąś małą cegiełkę do tego, by coraz więcej ludzi żyło w zgodzie z naturą najbardziej jak to możliwe w ich sytuacji.

Poniżej zamieszczam trochę zdjęć z tego co już było. Do zapoznania się z tym co będzie zapraszam już w kolejnych wpisach.